…bo każdy ma swoje demony.

Jeszcze tylko kilka pięter, jeszcze tylko rozsuwane drzwi windy, wsunięcie klucza do zamka i jesteśmy w mieszkaniu – wracanie na rauszu z wesela zawsze kończy się tak samo – skokami ciśnienia, bólem głowy i problemami z koordynacją na linii ręka-oko.

Po chwili jesteśmy już w środku, ale to nie przeszkadza jej w wygłaszaniu kolejnych oskarżeń, jak bardzo niedojrzale, dziecinnie i chujowo zachowałem się tego wieczoru. Na dokładkę lądują wspominki kilku innych wyjść, wymieszane w jeden wielki rozpierdol, mający na celu…no właśnie, co? Tego nie wie chyba nikt, łącznie z nią, ale to w tej chwili nie ma żadnego znaczenia – liczy się sianie rozpierdolu, kolejne ofiary i zostawianie za sobą obrazu rodem z „Pojutrza”. Reszta jest bez znaczenia – tylko ona i jej mowa, brzmiąca niczym kazanie kaznodziei podczas niedzielnej mszy – co z tego, że nikt nie słucha, szoł mast goł on…

– Och wybacz, zapomniałam, że nie lubisz jak zdrabniam twoje imię – zaczynam słuchać od słów wybacz, licząc, że to już koniec przedstawienia.
– Nie szkodzi.
– Oj szkodzi, szkodzi, dobrze wiem, jak cię to drażni.
– Naprawdę nic się nie stało – wymieniamy uprzejmości stojąc na przeciwko siebie w odległości kilku metrów. Wciąż jeszcze w wyjściowym stroju, wciąż jeszcze w butach, choć godziny narzekań na temat dyskomfortu, jaki powodują u niej szpilki to przecież nic takiego.
– Już dobrze, dobrze. Zrozumiałam. Pora, żebym padła na kolana i odbyła swoją nocną pielgrzymkę do swojego pana, wynagradzając mu wszelkie krzywdy dzisiejszego dnia, a także wczorajszego, przedwczorajszego i jeszcze wcześniejszego.

Alkohol musiał zadziałać z opóźnieniem, gdyż po tych słowach, nie zważając na wszystko i przede wszystkim zimno płytek, dumna pani sprzed kilku momentów, jest już tylko posłuszną panną, która klęczy w swojej koktailowej sukience w naszej sypialni.


Budzę się w nocy z jeszcze większym bólem głowy i kacem niż wcześniej. Leżę półnago na łóżku, wzrokiem szukając swoich spodni. Nie mam jak wstać, gdyż bark przygnieciony jest słodkim ciężarem jej ciała. Ciała wciąż przyozdobionego śliczną sukienką. Czy to był sen? Znów przesadziłem z alkoholem i oddałem się chorym wytworom swojej wyobraźni, tak naprawdę głośno pochrapując w łóżku kilka minut po wejściu do mieszkania?

Byłbym w stanie w to uwierzyć, gdyby nie resztki nasienia w jej włosach, na twarzy i materiale sukienki. Kurwa, czyli faktycznie to zrobiła? Koniecznie muszę rano zapytać, o co chodziło z tą pielgrzymką i gdzie usłyszała taki tekst – to zadziwiające, do czego zdolna jest ta kobieta.

Czym jeszcze jest w stanie mnie zaskoczyć? Czternaście miesięcy to niby sporo czasu, żeby kogoś dobrze poznać, ale takich rzeczy nie śmiałbym oczekiwać nawet po kilku latach. Cóż, zaczyna świtać, pora złapać jeszcze kilka godzin snu.

Budzę się rano, tym razem całkowicie nago – po kobiecie z nocy pozostała tylko sukienka rzucona w rogu pokoju oraz stojące przy łóżku szpilki. Mieszkanie wypełnia zapach kawy oraz dźwięk wody spod prysznica. Starając się złapać równowagę i nie wyrżnąć po drodze, docieram do łazienki. Dobrze wiem, że jest świadoma mojej obecności, ale nie daje tego po sobie poznać nawet wtedy, gdy stoją tuż za nią, a strumień wody zmywa ze mnie trudy wieczoru oraz nocy.

– Dzień dobry, dobrze spałaś? – całuję w policzek, próbując wybadać teren.
– Bardzo, dawno się tak nie wyspałam. Uwielbiam przy tobie zasypiać – nie tylko odwzajemnia pocałunek, ale także raczy mnie swoim firmowym uśmiechem.
– Jeśli chodzi o wczoraj, chciałem przepro….
– Nie ma do czego wracać. Nikt nie jest idealny, każdy ma swoje lepsze i gorsze dni, demony przeszłości drzemiące w głowie, które uaktywniają się po alkoholu.
– Ale…byłaś wczoraj wściekła, a później…Niewiele pamiętam, ale jednak…
– Byłam, ale dotarło do mnie, jak wymówiłam twoje imię na głos, że stoisz taki bezbronny, w sumie to przystojny, męski i dziwnie, ale…to mnie podnieciło.
– Podnieciło? Kochana, padłaś na kolana, zaczęłaś coś majaczyć o jakiejś pielgrzymce i…reszty chyba nie pamiętam.
– Zapytaj sąsiadów – znów się uśmiecha. – Oni na pewno przedstawią ci dokładną rekonstrukcję zdarzeń, bo oporów nie miałeś żadnych, aby dać im znać, jak jest ci dobrze.
– Dziwisz się? To było…
– Wiem, zajebiste. To tak dla przypomnienia, żebyś nie traktował mnie jak dziecko przy ludziach. Poza tym, nie tylko ty masz fantazje.


Po prysznicu zaczęła się typowa niedziela – śniadanie, kawa, wspólne lenistwo, a później kino. Od tego wydarzenia minęło już kilka tygodni, sytuacja się nie powtórzyła, wszystko wróciło do swojej dawnej normy, nie uwzględniającej żadnych szaleństw, pielgrzymek czy sukienek ubrudzonych nasieniem – życie toczy się swoim tempem.

Zastanawia mnie tylko jedno (oprócz tego, czy to się jeszcze powtórzy), jakie demony i gorsze chwile miała na myśli, że zdecydowała się w ten sposób uniknąć ich wyciągnięcia na wierzch…?

Photo by Manic Quirk on Unsplash