…bo możesz wszystko, nie musisz nic.

Gdybyś spojrzała na świat moimi oczami, moja droga, nie byłabyś ani trochę zachwycona tym, co właśnie zobaczyłaś, bardziej rozczarowana. Niebo nie jest różowe, ani trochę złote, purpurowe, czy instagramowe – jest ciężkie, śląskie, oblepione smogiem i spalinami, przez co ciężko trudno czasem dychnąć spokojnie.

Twarz nie jest uśmiechnięta, ani trochę roześmiana, czy szczęśliwa na pierwszy rzut oka – bardziej zmęczona, zestresowana i przyprawiona o kilka masek, które pozwalają unikać pytań. Poranna kawa nie jest przyprawiona żadnym cukrem czy mlekiem, nie znalazłabyś logo Starbucksa czy Coffeeheaven, ani swojego imienia na kubku, gdyż ten jest przezroczystą szklanką – jest czarna, mocno fusiasta i gorzka.

Otworzyłabyś oczy obok tej, która nie jest modelką, Victoria Secret zna tylko z nazwy, szpilki uważa za zdradzieckie obuwie i bliżej jej wiekiem do mojego brata niż do mnie. Widzisz, ja patrzę na ten świat codziennie, od pewnej chwili trochę inaczej i kurwa wiesz co? Uśmiecham się, bo jest dla mnie dobry. Według mnie jest dobry, bo jest wypełniony tobą.

Według mnie.

Według mnie, mam w sobie na tyle siły, że w każdej chwili mogę wyjść, pierdolnąć drzwiami i nie tłumaczyć się nikomu.  Niestety od dobrych dwóch lat są moim życiu dni, kiedy jestem w stanie podbić świat, ale są dni, kiedy trzy godziny zajmuje mi przekonanie siebie, że prysznic ma sens. Nie ma znaczenia, czy to piątek czy środa, a może poniedziałek – myśli, zdrowie oraz ogólne samopoczucie sprawia, że nie umiem się zwlec z łóżka i zacząć kolejnego dnia. Są dni, że gdyby nie twoja obecność obok, spędziłbym w łóżku cały dzień, może nawet nie ruszając się o krok.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że nikt mi nie pomoże, bo jestem sam odpowiedzialny za własne, własnoręcznie spierdolone życie.

Tak naprawdę mogę wszystko, nie muszę już nic.
Mogę jutro stracić pracę.
Mogę jutro dowiedzieć się, że zostanę ojcem.
Mogę jutro wygrać milion w totolotka.
Mogę jutro nie wstać z łóżka.
Mogę jutro umrzeć.
Mogę wszystko, nie muszę nic.

W moim życiu nie ma już stałych osób – sukcesywnie się ich pozbywam, lecz proszę nie pytaj dlaczego – to transakcja, która obu stronom wychodzi dobrze, bo tak naprawdę, nie byliśmy dla siebie ważni. W dzisiejszych czasach potrafimy nawet zasnąć z telefonem w dłoniach, więc jeśli ktoś nie odpowiada, to znaczy, że po prostu nie chce.

Według mnie, jesteś pociągająca. To nic, że najczęściej masz na sobie za duże dresy, skoro i tak jestem w stanie dostrzec twoją bieliznę. Uwielbiam cię całą, szczególnie kiedy mam cię tylko dla siebie. Nie masz makijażu, mini czy szpilek, ale dla mnie wtedy wyglądasz najlepiej. Właśnie w tym dresie. Właśnie dla mnie. Według mnie.

Według ciebie.

Według ciebie tak bardzo wyglądam na niewinnego, na życiową pizdę, która wiele sobie pomyśli, wiele czasami powie, ale to tyle. Nie ruszy palcem, jak na pizdę przystało. Widzisz, noszę wiele blizn, nie wspominając o tych zdobytych w domu, które powstawały w obronie ukochanej osoby. Zaczynając opowieść o sobie sprzed kilku lat bałbym się, że zanim dokończę, to ciebie już nie będzie, bo kilka razy, stając po niestety dobrej stronie, prawie zabiłem – tak, tymi samymi dłońmi, które twierdzisz, że są tak delikatne i kochane. Tymi samymi dłońmi, które cię dziennie dotykają, choć czasami mam wrażenie, że nie powinny.

Życiowa pizda, która skrywa swoje uczucia za malunkami – siedemnaście sztuk w siedem lat. Małych dzieł. Tatuaży, nazywanych przez ciebie tak często nic niewartymi rysunkami na ciele. Ile razy powiedziałaś prosto w twarz, że zrobiłem z siebie brudnopis? Zabazgrałem coś tak pięknego, jak ludzkie ciało jakimś kolorowym gównem? Ups. Sorry not sorry. Masz jednak rację, zrobiłem z siebie brudnopis, tutaj w zupełności się zgadzam – wziąłem wybrane części swojego ciała i zabazgrałem je pierdołami, tak bardzo dla mnie ważnymi. Siedemnaście sztuk, a każda tak samo istotna jak poprzedni czy następny malunek.

Dla ciebie to nic więcej niż kwiatek, słoneczko, chmurka, liście, misie czy jakiś tam obcojęzyczny tekst, a dla mnie historia na kilka godzin opowiadania. Będziesz ich żałował, wstydził się ich i zakrywał – to także mówiłaś i znów poniekąd miałaś rację, bo czasami zakrywam, kiedy wkładam koszulę z długim rękawem do pracy. Rękaw na rękaw. W ten sposób także, przykryłem kilka ciekawych lat swojego życia. No ale owszem, brudnopis, co nie?

Pamiętasz popularny ostatnio cytat z memów, że w pokoju pełnym sztuki i tak patrzyłbym na ciebie? Na pewno coś kojarzysz. To zadziwiające, jak wszystko się zmienia w zależności od punktu siedzenia. W tym wypadku (a także wszystkich innych) to ja byłem i jestem Michałem Aniołem, a to moja Kaplica Sykstyńska, która pozostanie ze mną już na zawsze, a w pamięci innych oraz na zdjęciach, podobnie jak watykański odpowiednik po wszech czasy.

Nie wierzysz? Przypomnij sobie pierwsze spotkanie sam na sam, gdy mieliśmy okazję przebywać w tym samym pomieszczeniu…No właśnie, miło mi – Michał Anioł, a to Kaplica Sykstyńska. Czy według ciebie sztukę się liże, drapie, całuje? Widać, że chyba nigdy nie byłaś w muzeum, zwłaszcza takim dwudziestokilkuletnim…

Photo by Karla Alexander on Unsplash