…bo facet liczy tylko na jedno.

Pół godziny spędzonej w barze i masz już wyrobione o nim bardzo dobre zdanie – twój facet, będący dzisiejszą randką jest przystojny, zadbany, ale przy tym męski i pewny siebie, a także co najważniejsze, posiada poczucie humoru. Dodatkowe punkty przyznajesz Tomkowi za to, że nie gapi się na twoje cycki, chociaż gdyby chciał twój zbyt głęboki dekolt nie stanowiłby żadnego wyzwania. Punktuje także faktem nie wykręcania sobie głowy w momencie gdy zamierzasz do toalety przypudrować nosek, aby obserwować twoje wyćwiczone godzinami na siłowni pośladki i ładnie wyeksponowane nogi w czarnych szpilkach. Co tutaj dużo mówić – jest dżentelmenem, który wie jak się zachować i jak zdobywać (pełne zainteresowanie) kobiety, czyli idealnie tym, kogo potrzebujesz na ten wieczór, a może kto wie…

Wszystko przebiega dobrze, momentami nawet za dobrze, na czym łapiesz się, gdy chichoczesz raz za razem z jego żartów. To wprawdzie pierwsza randka, ale i tak czujesz, że mogłabyś z nim spróbować czegoś więcej niż tylko kilku drinków w piątkowy wieczór. Może nawet nie bałabyś się go przedstawić rodzicom czy wystawić na pożarcie ocenę przyjaciółkom. Naprawdę Tomasz wysoko zapunktował, a przecież jeszcze nie było tego, o czym marzysz od momentu ujrzenia jego dłoni.

Po kilku drinkach, kilkudziesięciu żartach i dobrej zabawie decydujecie się na kontynuowanie wieczoru w hotelu. No tak, jednorazówek nie bierze się do bazy zwanej mieszkaniem, tutaj moja droga dopiero zawitasz po trzeciej rundzie tfu randce, a i tak nie wiadomo. Seks? Zanim do niego dojdzie, Tomasz nadal utrzymywał pozycję lidera, a wszystko za sprawą niestającego zainteresowania, ciągłego starania, wyszukanych komplementów i podtrzymywania rozmowy. Fakt, całować i mówić jest trudno, ale jemu to wychodzi. Później dostajesz to, czego oczekujesz po tej nocy – bliskości, intymności i kilku naprawdę potężnych orgazmów. Na koniec, wcale nie w ramach rewanżu (tak, właśnie w ten sposób się oszukujesz…) pozwalasz mu dojść w swoich ustach.

A po nocy, przychodzi dzień…

Poranek przychodzi za szybko, po cudownym Tomaszu nie ma już większych śladów, jeśli nie liczyć pary w łazience, twojej rozrzuconej po pokoju bielizny, alkoholowego szumu w głowie i kartki na szafce przy łóżku. Każde słowo jest jak uderzenie z liścia. Jedenaście uderzeń.

„Dziękuję, było cudownie – musimy to kiedyś powtórzyć, mam twój numer. Tomek”. Po tych uderzeniach, przychodzi prawy sierpowy. Leżące obok kartki 350 złotych. Sierpowy bity przez Mike’a Tysona w szczycie formy.

Widzisz, moja droga, smutna to prawda. Dziewczyny z wiekiem wyrastają z zabawek, ot kwestia dojrzewania. Czasami kupują sobie nowe ciuchy, kosmetyki czy torebki, natomiast faceci, u nich z wiekiem jest coraz gorzej. Im są starsi i bardziej samotni, tym ich zabawki maja więcej guzików i są droższe – począwszy od kobiety (jeden, wiadomy guzik) przez Tindera (prawo, lewo i góra) aż do konsoli – setki guziczków i bajeranckiego samochodu z milionem opcji za miliony monet. Jasne, można mieć wszystkie powyższe zabawki i być szczęśliwym, i nie być samotnym, ale…czy to wszystko nie jest wtedy kupione?

W XXI wieku, trudno jest wierzyć w miłość, gdy mamy do czynienia z pokoleniem fast foodów, które coraz szczelniej nas otacza i przytłacza. Szybka randka, szybkie wino, jeszcze szybszy seks i mikro związek – następny proszę! Najlepiej, gdy uda się to załatwić w jeden wieczór, jedną noc i voila, wciąż jesteś piękna i młoda. Przykro patrzeć, że powoli się do tego dostosowujemy i za (nie)bycie samotnym, za bycie z kimś, nawet chwilowe, po prostu płacimy. Warto zrozumieć, że bycie z kimś kosztuje – nie dajemy wprawdzie drugiej osobie gotówki do ręki, nie kładziemy jej na nocnym stoliku, ale dzień po dniu dostarczamy sobie wzajemnie różnych rozrywek. Walutą jesteśmy my, czasem dla odmiany rozmaite prezenty, pomysły, wyjazdy, nasz czas, który powinien być najcenniejszy. Czy więc w sytuacji, kiedy nie chcemy decydować się na związek, a czujemy, że to, co otrzymaliśmy od drugiej osoby było czymś dobrym, nie powinniśmy zapłacić? Czy to faktycznie szczyt skurwysyństwa?

A po burzy spokój…

Nikomu nie jest miło patrzeć na świat, gdzie my, jako faceci robimy wszystko żeby osiągnąć tylko jedno – seks z wami. Stajemy na głowie, uszach, rzęsach, żeby się TAM dostać, żeby TO dostać, żeby TAM być i TO mieć. Wasze nagie ciało, wasze piersi, wasz tyłek, wasz orgazm, a potem także nasz orgazm. Czyste spełnienie, samozadowolenie za pomocą waszych ciał. W dobie fast foodów, niestety tak często jesteście tylko opakowaniem, tylko zbiornikiem na nasze nasienie, które rano (a często jeszcze w nocy), wypłuczecie z siebie, aby być gotową na przyjęcie następnego. Jesteście towarem, który „kupujemy” na takiej samej zasadzie jak mleko. Czy za mleko w sklepie nie płacimy, bo urażamy tym jego dumę?

Powyższe słowa będą pewnie dla niektórych zbyt prawdziwe, zadziałają tak samo jak sierpowy Tysona, ale…jeśli facet twierdzi inaczej to nie wierz mu, bo cytując popularnego ostatnio Marka (Małgosię) z Botoksu, to pedał jest i/lub kłamie*.

*lub faktycznie się zakochał.
Photo by Wesley Quinn on Unsplash