…bo muszę ci coś opowiedzieć.

Nie umiem we wstępy, tak sam jak w dialogi i ogólnie w pisanie – mam spore problemy z interpunkcją, czasami z zasadami ortografii, najczęściej jednak z życiem. Potrzebuję, tak wewnętrznie, od czasu do czasu zebrać swoje myśli, notatki, zachomikowane na komputerze części różnych opowieści i przelać w otchłań Internetu. Nie wiem, czy po to, aby zrobiło mi się lżej, czy po to, żeby zobaczyć, kto to przeczyta, czy tak po prostu – just for fun. W każdym razie…

Let me tell you about this shit.

Trzy litery. D. O. M.
Nie, nie jest to nazwa rodzinnego budynku, ale początek imienia. W życiu szczeniaka są momenty, które nie są powodem do dumy i najchętniej wypierdoliłbyś je z pamięci jak najszybciej, ale nie potrafisz. Nie zmażesz ich także ze swojego ciała – możesz jedynie przykryć koszulą z długim rękawem. To momenty, kiedy jesteś już tak bezradnym, tak szczeniacko bezradnym, że nie przychodzi ci nic innego do głowy jak szantaż własnym ciałem. To jest ten moment, gdy słowa nie znaczą już nic, są puste jak jej oczy. Prosisz. Błagasz. Masz oczy opuchnięte od płaczu, ręce zadrapane do krwi. Ale to na nic. Wchodzisz więc na etap szantażu – twoja kreska, moja kreska. Dalej nic. Twoja kreska, twoje imię na mojej ręce. Dalej nic. Dopiero trzecia litera zmusza do zaprzestania – terapia szokowa, tego się dowiem później, że taką to ma nazwę. Przegięcie, zdecydowanie za mocne i jak się okazuje, chuja warte, ale wtedy pozwoliło jej pooddychać trochę dłużej. Może nawet pozwala oddychać nadal? Cóż, może właśnie dlatego później wylądowałem, przynajmniej chwilowo, na psychologii – chcąc wiedzieć, rozumieć i umieć pomóc w inny, mniej inwazyjny wobec siebie sposób.

Cztery litery. T. A. T. A.
Tak, to już jest nazwa rodziciela. Ojca. Koledzy i koleżanki z niedokończonych studiów nazwaliby to schizofrenią paranoidalną, koledzy i koleżanki spoza uczelni nazwaliby to szajbą – sam osobiście wolę trzymać się tego, iż miał swoją ekipę, która była odskocznią od codzienności. Czy mam do niego żal? Częściowo tak, nie każdy chciałby być króliczkiem doświadczalnym dla jego nowych sztuczek. W wielkim skrócie, ojciec myślał, że jest cyrkowym magikiem, starając się zaskoczyć swoją publikę naprawdę ciekawymi rozwiązaniami. Tą, którą upodobał sobie najbardziej na świecie było puszczanie dymu uszami. Chujowy magik, prawda? Ale wiecie, że magia nie istnieje? Wiecie, że to tylko iluzja? W tej sztuczce, musisz podejść do magika od tyłu, kiedy ten pali papierosa. Złapać go mocno oburącz za brzuch w momencie gdy się zaciąga i patrzeć, jak po chwili dym (nie)wylatuje z jego uszu, a pet ląduje na twoim przegubie. Zamiast oklasków jest syk, zamiast radości jest płacz, ale z czasem się przyzwyczajasz – dobry magik nie może wyjść z wprawy, prawda?

Pięć liter. S.E.R.C.E.
Bije. Chwała mu za to, bo nie zawsze miało taką ochotę – kapryśny chujek, prawie jak jego właściciel. W sumie to dziwna sprawa, bo szacunkowo nie powinno już pikać od ponad dwóch miesięcy, a tutaj ups, psikus losu? Czy może jednak pani z matmy miała rację mówiąc, że oszacować to tak naprawdę źle policzyć i rzucić jakąś liczbę z dupy? Tak czy inaczej, może nie w rytmie cha-cha, ale sobie puka. Przez koszulę tego nie wyczujesz, całe szczęście.. Czasami jednak, gdy przyłożysz rękę lub ucho, uspokoisz swój oddech i wczujesz się w jego bicie, usłyszysz, że…czasami nie bije. Robi sobie bardzo długie przerwy – chwilami za długie. Chwile ulotne? Od pewnego wieczoru, powiedzenie, że życie składa się tylko z momentów pomiędzy uderzaniami serca, a nie tych, które zapierają dech w piersi, stało się tak dziwnie bliskie.

Sześć liter. B. R. Z. U. C. H.
30 procent. Dużo kiedy mówisz o alkoholu, czy nawet w kontekście matury (bo przecież już zdana), ale czy dużo, kiedy mówisz o szansach na przeżycie? Chociaż minęło piętnaście lat, dalej nie umiem sobie odpowiedzieć na to pytanie. Czy w tych procentach jest wliczona liczba godzin, jakie spędził na dyżurze operujący lekarz? Czy zawarta jest faza księżyca mogąca wpłynąć na jego niewyspanie? Czy ktoś w kalkulacjach wziął pod uwagę nietypową reakcję na fentanyl? Nie wiem. Znam końcową liczbę i kształt blizny. Wygląda jakbym dostał kosę w ciemnej bramie, broniąc swojej ukochanej przed grupą typów spod ciemnej gwiazdy. Cóż, niestety, nie będziesz bohaterem swoich opowieści – to tylko kosa śmierci, która lekko (wszak 70% skuteczności!) chybiła.

Siedem liter. TATUAŻE.
Są powłoką, która skrywa wszystko to, czego nie może zakryć koszula, choć tak naprawdę same w sobie są przez nią chwilami chowane. Rękaw, obojczyki, barki, przedramię, ramię – siedemnaście malunków, czasami łączących się w całość, a czasami rzuconych na ciało niby bez ładu i składu, choć tak naprawdę z ogromnym sensem. Każdy z nich jest powłoką, która chroni przed niewygodnymi pytaniami, bo przecież o wiele łatwiej wytłumaczyć kwiatek, czy misie niż powyższe pamiątki dwudziestoośmiolecia na tym pierdolniku zwanym Ziemią.

Zabawa w życie.

Piątek wieczór. Mam dookoła siebie tylko cztery ściany, odrobinę muzyki i lekko rozmazany widok przed oczami, kiedy alkohol powoli zaczyna rozpychać się w żyłach – zaczynam myśleć. Z każdym kolejnym łykiem, z każdym kolejnym taktem i wersem, mózg wchodzi na coraz wyższe obroty. Jeszcze dorzucam do tego dym w płucach, niech ukłuje mocno, nawet nie mruknę, a słowa w głowie zaczną tworzyć obrazy. Kilka chwil później, obrazy zaczną tańczyć, przestanę rozróżniać, czy to madonna czy ladacznica i zacznę się zastanawiać. Z szeregu myśli, niczym z myśliodsiewni, wyłonię tylko jedną – czy gdybym na przyjściu dla pieszych, czytając wiadomość od ciebie, nie zauważył tira i ten by mnie jebnął, ktoś by się przejął? Czy ktoś by to zauważył? Czy ty byś zauważyła? Czy w ogóle informacja o tym, dotarłaby do ciebie w ciągu 24, 48, 72 godzin?

Mając dookoła siebie cztery ściany i ciebie, czasami wiem, a czasami nie wiem, gdzie podziać swój wzrok. Najczęściej podziewam go jednak na tobie, a najgorsze jest to, że tobie wcale to nie przeszkadza.

A teraz, powiedz mi, kim i dlaczego jesteś?
A teraz, powiedz mi, dlaczego chcesz ze mną być?
A teraz napisz wiadomość, żebym wiedział, że to ty jesteś.
Widzisz, ja nawet nie wiem, kiedy ostatnio herbatę piłem.
Widzisz, ja nawet nie wiem, czy między nami jest jeszcze namiętność, czy ona tutaj kiedykolwiek była. Powiesz mi?

Photo by Marvin Meyer on Unsplash