…bo znowu się udało Tato.

Nie jesteś już dzieckiem, prawda? Duży gość z ciebie, serio! Masz telefon dotykowy, kartę kredytową, Spotify Premium, ścianę rekordów w Endomondo i nie miewasz kaca po siedmiu piwach, chyba, że pomieszasz to z winem. Tak, bywasz głupi, o czym świadczy fakt tego mieszania, a także mieszkania tutaj, gdzie mieszkasz teraz – jebane pudełko i jego zacne dwadzieścia metrów kwadratowych wolności. Możesz zrobić wszystko, możesz zadzwonić do kogokolwiek, wyjść z kimkolwiek i uczynić cokolwiek, ale tkwisz w miejscu zwanym „tu i teraz”.

Kiedy pytają, czy masz dziewczynę, zastanawiasz się dłuższą chwilę, szukasz odpowiedniego cytatu Hanka Moody’ego i wypalasz: „W sumie to nie, ale jest taka jedna, która wkurwiłaby się, gdyby to usłyszała”. Zachowujesz się jak złamas, chociaż złamane w życiu miałeś niewiele – prędzej skręcone, pęknięte czy zerwane. W gruncie rzeczy, jedyne czego tak naprawdę pragniesz to żeby było normalnie, ale jakoś się nie udaje i nie jest wcale.

Zresztą, co znaczy normalnie? Pamiętasz jeszcze moment, kiedy tak było? Sięgasz w głąb wspomnień i co widzisz…?

wspomnienia.

Jesteś w parku, chociaż obecny ty, policzyłby drzewa na palcach jednej ręki. Dla tamtego ciebie, było to niczym dżungla, a na pewno park. Mkniesz aleją niczym Lance Armstrong, uciekający przed peletonem. Tak naprawdę, jedyne przed czym uciekasz to ojciec. Młody mężczyzna z uśmiechem na ustach (i przerażeniem w oczach), trzyma w rękach drewniany kij i stara się dogonić swoją pociechę, która pokonuje swoje pierwsze metry na dwukołowcu. Widać rozpierającą go dumę! Jest niemiłosiernie spocony, drży o każdy kolejny metr tej przejażdżki, ale czuje się dumny, iż jedziesz w miarę prosto. To nic, że kilkanaście sekund później musi szukać pospiesznie chusteczek, aby zatamować „krwotok” z kolana i później tłumaczyć się mamie, jak to mógł spuścić dziecko z oczu na tak DŁUGO?!

Czy to jedyne, co widzisz, kiedy sięgasz pamięcią do momentów, gdy było normalnie, a normę wyznaczały chwilę spędzone z ojcem? Nie. Budowle z klocków LEGO, pojedynki żołnierzyków, długie spacery podczas których wspinałeś się na każdy murek i jeszcze dłuższe opowieści o świecie futbolu, których słuchałeś z przejęciem, bo znaczyły (i znaczą) wszystko. Teraz role się odwróciły i to ty sprzedajesz staruszkowi opowieści sportowe, a dziecięce przejęcie, które tak dobrze znasz z lad dzieciństwa, widoczne jest na jego twarzy za każdym razem – być może nie rozmawiacie o uczuciach, o problemach czy o codzienności, ale w każdym z tych opowiadać jest taki ładunek emocji, iż nie potrzeba nic więcej. I tylko chwile, kiedy zdajesz sobie sprawę, jak wiele to dla ciebie znaczy, uderzają z niepokojem w niespodziewanych momentach.

Bierzesz łyk wina, odpływasz we wspomnienia i dalej pakujesz plecak. Wkładasz najnowszy numer „Piłki Nożnej”, sprawdzasz czy telefon jest naładowany, aby móc odpalić YouTube’a i wychodzisz – z głową pełną opowieści, z uśmiechem na ustach i przerażeniem w oczach, bo wiesz, że kiedyś po prostu nie wyjdziesz. Bo nie będzie do kogo.

24.06.2017
Kolejny raz się udało, tato.

Photo by Naassom Azevedo on Unsplash