…bo zdradzałem, zdradzam i będę zdradzał – jak każdy zresztą.

Jeśli już tutaj jesteś, pozwól, że coś ci wytłumaczę – nie zamierzam uogólniać sprawy tylko po to, żeby poczuć się lepiej, czy rzucać frazesami na lewo i prawo. Swoją drogą, jak można podnieść sobie morale tylko i wyłącznie świadomością, że skoro inni też tak (na pewno) robią to nie jest to do końca takie złe. Niestety, musisz zdać sobie sprawę z jednego – to jest złe. Kurewsko złe. Tutaj powinnaś zadać mi pytanie – no i co z tego? Widzisz, jak każda masz własną świadomość, jesteś człowiekiem rozumnym – potrafisz rozróżniać dobro i zło, wybierając pomiędzy nimi, a przynajmniej między tym, co zostało przyjęte za odpowiedniki jasnej i ciemnej strony mocy życia. Tak powinno być w 99 procentach przypadków, jeśli z jakichś powodów jesteś w tym nieszczęsnym odsetku, cóż, to nie mój problem, ale musisz wiedzieć, ten blog nie jest dla ciebie. Buźka!

Jeśli  nadal tutaj jesteś – cóż, rozsiądź się wygodnie, czy może zważając na porę, przyjmij wygodną pozycję w łóżku, gdyż…tak, zdradzałem. Tak, nadal zdradzam i taaaak z całą pewnością będę zdradzał za 5,10, 15 i x lat. Aż do ostatniego tchnienia, a nie wiem, czy nawet i nie później (bo któż to może wiedzieć, prawda panie Boże?) Zdradzałem będąc w związku partnerskim, zdradzałem będąc szczęściarzem mogącym powiedzieć o sobie „chłopak tej Angie” na widok, której wzdychali wszyscy w mieście i zdradzałem będąc narzeczonym. Czy jest w tym coś złego? Uważam, iż nie, niemniej do grzechów się klasyfikuje. To taki dobry grzeszek. Oczywiście, nie mówimy tutaj o zdradzie-zdradzie, ale zdradzie-niezdradzie – pozostającej w sferze niefizycznej, nawet niewerbalnej, nijakiej. Istniejącej tylko i wyłącznie w głowie samca alfa…

Fantazja to nie tylko taki jogurt

Och, tak. Nie ma nic piękniejszego niż fantazja. Myślenie o drugiej osobie, tak bardzo nam obcej, tak bardzo odrealnionej, tak bardzo poza naszym zasięgiem. Panna Steel miała swojego Gryya, każdy z nas ma swoją panią/pana X, potem Y, a potem cały alfabet, już nawet nie zapamiętując imion. Każdego dnia mijamy setki osób, których obraz wwierca nam się w pamięć tak silnie, iż nie potrafimy przestać o nich myśleć. Niezależnie, czy będzie to pani w sklepie, kierowca autobusu czy model z reklamy w TV. Raz zaszczepiona myśl będzie krążyć w środku nas tak długo, pozostając cały czas niezauważona, żeby dać o sobie znać w najmniej odpowiednim, momencie, zmieniając go w bardzo przyjemną chwilę. Chcesz ostatni przykład?

Wtorek rano. Jak codziennie czekam na autobus. Wiem, parszywe musieć poruszać się tym środkiem komunikacji, jednak jest to najlepszy sposób na obserwację ludzi i łapanie kolejnych współwinnych zdrady. Bez większych fanfarów, w końcu to szare, przeciętne życie. Zaczyna się się, gdy przychodzi ona. Żadnych jupiterów skierowanych tylko na nią. Żadnego pierdolnięcia i odsłonięcia kurtyny. Nie stało się nic, co podkreśliłoby jej odrealnienie od tego świata. Ot przyszła. Tak po prostu, jak tylko kobiety potrafią przychodzić.

Jej ubiór? Bez znaczenia.
Jej figura? Bez znaczenia.

Jej usta? Ożeż jezusie najsłodszy! Scarlet „mam takie zajebiste usta i jestem muzą Woody’ego” Johanson mogłaby się schować w Ugandzie, gdyby ta panienka dostała się do świata showbiznesu. Tak, obiektem mojej wtorkowej zdrady były usta pani F. Zapomniałem o nich dość szybko, zawalony obowiązkami w pracy, ale jak szybko mi to umknęło, tak samo prędko dostałem nimi w myślach po twarzy. Nie, nie to wcale nie był bolesny policzek. To był pocałunek. Tak namiętny, tak cudowny, że rozmawiający ze mną kolega rzucił cholernie dwuznaczne spojrzenie na mój rozporek, ponieważ obraz monitora z excelowymi tabelkami przede mną, połączony z potężnym dwumasztowcem był co najmniej dziwny. W sumie, co tam jego opinia, kiedy ja właśnie przeżywałem rozkosz. I tak dalej i tak dalej, koniec był wiadomo jaki. Tak, to właśnie była zdrada w moim wykonaniu.

I zasmucając was, tak właśnie wygląda zdrada w wykonaniu większości facetów. Tych przyzwoitych oczywiście, prawdziwych dżentelmenów, którzy mają na tyle honoru, żeby robić to wszystko w swojej głowie. I tylko w niej. Cała reszta niewarta jest kobiecego czasu. Cała reszta chce tylko zaliczyć. Jednak grzesznik dżentelmen jest inny. On wprawdzie zdradza, być może nawet się do tego przyzna (o, ile nie będzie męską piczką, bojącą się lewego sierpowego swojej ukochanej), ale robi to tylko i wyłącznie w myślach. Tak to się kręci, kręciło i będzie kręcić. Wszystko sprowadza się do jednego – jak bardzo wam to przeszkadza albo jak bardzo myślimy, iż wam to przeszkadza, skoro umieszczamy to na liście grzechów?

Przecież właśnie dzięki temu nie oczekujemy od was każdego wieczoru pozycji numer 87 z Kamasutry.

PS: Bo i tak wiemy, iż sami jesteśmy na to za mało wygimnastykowani.

PS2: Nie ma za co google, to taki bonusik. Nie musisz dziękować za generowanie ruchu w swoich podwojach z hasłem ‚pozycja 87 kamasutra’.

Photo by ihateiu