…bo nawet w XXI wieku mamy sobotnie poranki.

Nawet w XXI wieku mamy sobotnie poranki. 
Nawet w XXI wieku ludzie nadal nie nauczyli się obsługi drzwi obrotowych i co rusz jakiś geniusz blokuje wyjście z dworca vel galerii.

Znów jest rano, znów jestem zamyślony i znów omal kogoś nie zabijam w tym pędzie. Babinka i jej bukiety kwiatków. Starsza pani, która nie chce zniknąć. Sprzedaje swoje własne roślinki, zebrane w pocie czoła i bólu kości z ogródka, a potem stara się to opchnąć za marne 10 złotych. Może bym kupił? Na pewno by się ucieszyła. Lubi kwiaty, rzadziej lubi niespodzianki. Dobra, tylko z jakiej okazji, bo tak bez okazji to przecież głupio, a poniedziałek dopiero pojutrze?

Teoretycznie, możemy mówić dzisiaj o miesięcznicy…Kurwa mać! To tak bardzo pachnie brzozą i lotem  Nie, nie możemy mówić o miesięcznicy. Nie możemy o tym mówić. Urodziny dopiero były, Walentynki w pizdu daleko, więc? Boszzzzz, czy człowiek nie może po prostu kupić kwiatów? Z tego pędu nie podałem pani swojego imienia – kurwa, jak ona teraz mnie wywoła, gdy kawa będzie gotowa?

Widzisz mój drogi – Twój świat działa w prawo i w lewo, czasami tylko w górę, kiedy zobaczysz cudowny okaz. Zachowujesz się, jakbyś trzymał w rękach GameBoya, pokonując kolejne levele w Pokemon Red. Jeśli już wyrzucisz kciuk w górę, zaczyna się nerwowe oczekiwanie. Sprawdzasz powiadomienia nawet wtedy, kiedy telefon nie wibruje. Jesteś dupa, a nie żaden samiec alfa. Jest mi trochę przykro, bo bywasz moim odbiciem w lustrze. Wróć, bywałeś.

Kawa dopita, można ruszyć dalej w miasto. Szybki krok. Nie mijam ludzi, mijam rozmazane twarze. Większości i tak nie miałbym szans zapamiętać, wpatrują się bowiem tępo w ekrany smartfonów – era podrywu na kontakt wzrokowy powoli odchodzi do lamusa. Podobnie jak sam podryw. Teraz się wyrywa, ale rzadko w sytuacji sam na sam, fejs tu fejs. Albo robisz to przez internety, albo podbijając do kogoś od tyłu na parkiecie w klubie. Często ludziom na tyle brakuje odwagi, że patrzą na kogoś, kto wygląda jak urzeczywistnienie ich marzeń, patrzą i chuja robią. Bo jak inaczej nazwać to, że wpatrując się maślanymi oczkami w drugą osobę, skrobie palcami po wirtualnej klawiaturze i naciska przycisk wyślij. Po chwili, jeden z lokalnych „Spotted” dodaje: „Wyglądałeś mega przystojnie w tej czarnej kurtce i niebieskiej koszulki. Jechałeś o 6:45 autobusem ## w kierunku moich marzeń. Przez chwile patrzyliśmy na siebie, ale wysiadłeś przystanek wcześniej. Jeśli to czytasz, zalajkuj.”

I się dziwić, że rycerza na białym koniu jedna z drugą się doczekać nie mogą. Zalajkuj. Ja pierdolę.

Jakim pokoleniem jesteś?

Spoglądam w swoje odbicie w szybie autobusu. O dziwo, pomimo brakuj snu, nie widzę zmęczonej twarzy, a tylko lekki uśmiech skrywający tysiące rzeczy, o których nikt nie ma pojęcia. Nie przykrywa go nawet kilkunastodniowy zarost, gdyż są to tysiące momentów, które sprawiły, że ten rok zaczął się lepiej niż jakikolwiek inny do tej pory. To musi być widoczne. Wiesz, dookoła wszyscy mówią o różnego rodzaju pokoleniach. A ja tak naprawdę, nie czuję się żadnym iksem, igrekiem, milenialsem czy kciukiem. Nie wpasowuję się w standardy ludzi a’la Ikea czy Black Red White? A ty, do którego z nich zaliczysz siebie? Może jest ci bliżej do fastfoodów? Wiesz, znam cię. Nie potrafisz poczekać na zauroczenie, romans lub miłość i tylko bierzesz to, co dostajesz na tacy. Szybkie piwo, szybka randka, jeszcze szybszy seks, bo przecież dłużej nie umiesz. Nie chcesz. Nie potrafisz. Zaraz potem ubierzesz się i wyjdziesz, nie pozwolisz jej zostać na noc, chociaż ona chciałaby móc się w ciebie wtulić. Nawet jeśli jesteś totalnym chujem, twoja klatka piersiowa może być tej nocy najlepszym schronieniem przed światem. Ale nie, ty już nie jesteś tym człowiekiem.

Teraz, nie spoglądam już na świat przez filtry z Instagrama, nie operuję kciukiem po wirtualnych znajomościach. To nic, że moje ‚obok’ jest kilkaset kilometrów dalej i może nawet o tym nie wie. To coś, że moje ‚teraz’ trwa więcej niż pięć minut. To dużo, że moje ‚lubię’ znaczy więcej niż wasze kocham. To cudowne, że ‚byłem’ znaczy więcej niż ‚mam’ i chętnie się z tym podzielę. A teraz grzecznie zajmę swoje miejsce w kolejce do ciebie, więc odchodzę od lustra, utykając niczym staruszek. Tak, coś musiało się zjebać fizycznie, żeby było lepiej psychicznie. Karma mówią, czy tam równowaga w przyrodzie.

Rozmazują się ich twarze, jestem już w połowie drogi do celu. Kiedy ktoś podróżuje ze mną w ten sposób, musi szybko przebierać swoimi nóżkami, ale równie szybko przestają narzekać. Uczą się chodzić tak samo szybko. Doceniają szybkie przemieszczanie się z punktu A do punktu B. Każdy z czasem się uczy.

Rodzinne spacery czy…?

Mnie nauczyli rodzice. Wróć, nauczyli to złe słowo. Sam do tego doszedłem, kiedy płacz, tupanie i zgrzytanie zębami nie pomagały, a oni coraz bardziej się oddalali podczas naszych rodzinnych spacerów. Wróć, wyrzuć rodzinnych, wyrzuć spacerów. Podczas przejść z punktu A do punktu B. Musiałem, niczym obecnie moi towarzysze, szybko przebierać swoimi małymi nóżkami, jeśli nie chciałem zostać zgubiony w tłumie miasta. Ma to swoje plusy, zawsze jestem dzięki temu na miejscu przed innymi, rzadko się spóźniam, bo szanuję swój czas. Nie szanuję ludzi, którzy nie szanują mojego czasu, czyli się spóźniają. To mnie wkurwia. Nie zdążysz, napisz. To nic nie kosztuje, chyba, że masz fatalny abonament. W każdym razie, wkurwia.

No właśnie, co jeszcze mnie wkurwia.
Sam siebie wkurwiam. Chociażby tym, że potrzebuję głupiego powodu, specjalnej okazji lub wytłumaczenia, żeby kupić jej kwiaty. Kwiaty za dychę od pani przy dworcu.

Pff, romantyk za dychę.
A nawet nie za dychę, gdyż kwiatów w końcu nie kupiłem.
Zrobię to jutro, może akurat będzie miała imieniny? Albo poczekam do poniedziałku…