…bo miłość to nie żaden tam Kubuś Puchatek.

Dwa obroty zamkiem w prawo i już…wychodzimy z mieszkania. Kilka kroków korytarzem i dostaję białej gorączki, a wszystko za sprawą gumy balonowej w jej ustach. Ona jej nie żuje, ona mlaska, przypominając niskobudżetową wersję Osła ze Shreka, co to pytał, czy daleko jeszcze. Krok, krok, mlask, krok, krok, mlask, mlask, krok. Cieszy się życiem, a mnie krew zalewa – liczyłem na to, że po opuszczeniu czterech ścian, przynajmniej przez chwilę skorzystam z opcji ciszy i spokoju. Mlask. Jeszcze nie upominam, jeszcze grzecznie proszę, czy mogłaby tak nie robić.

Tym razem ze Shreka zostaje zaczerpnięty inny motyw – oczka kotka: – Dobrze tato, już nie będę.

Zaczynam się śmiać, bo to chory, pojebany żart. Suniemy korytarzem, przypominając karykaturalnych Matyldę i Leona z hitowej produkcji Bessona. Gdyby się zastanowić, mamy wiele podobieństw. Słodki, niewinny, ale bystry dzieciak o twarzy trzynastolatki oraz stetryczały, introwertyczny koleś pokryty tatuażami. Oscarowy duet w reżyserii Tima Burtona. Duet, który na co dzień dzieli od siebie ponad dekada, ale łączy więcej niż tylko czarne poczucie humoru.

Suche, gorące powietrze w mgnieniu oka sprawia, że żałuję ubrania czarnej koszulki. Na szczęście jej także nie jest łatwo, to zawsze jakieś pocieszenie, kiedy widzisz, jak druga osoba męczy się podobnie. Po dotarciu na rynek, zaczyna nam odpierdalać. Zakupiona w celu ugaszenia pragnienia woda ląduje na mojej twarzy, więc szybko spieszę z odwetem. I dopiero po chwili, kiedy wylewam na nią pozostałość butelki, licząc na jej wdzięczność za orzeźwienie w ten morderczy dzień, zdaję sobie sprawę z tego, co ona wiedziała od momentu, gdy woda leciała w stronę jej dekoltu: młode piersi mają to do siebie, że nie lubią przybywać w staniku… Tadam! Powitajcie miss mokrego podkoszulka. Kurwami już nie rzuca, ona nimi przecinkuje, przechodząc szybką metamorfozę w wyrachowaną zabójczynię, podopieczną Leona. Mi także nie jest do śmiechu, bo chociaż cenię sobie niesamowicie ten widok, nie jest on w tym momencie tylko dla mnie, ale także wszystkich innych gapiów stojących właśnie na rynku.

JAK SID I NANCY, CZY JAK MATYLDA I LEON?

Wracamy do mieszkania, kiedy słońce powoli zaczyna zachodzić. Jeszcze w windzie wpycha sobie do buzi kolejną gumę. Nawet nie mam siły reagować. Kiedy wchodzimy do korytarza, nasze cienie są jeszcze bardziej karykaturalne od nas samych, więc zaczynam się śmiać na sam ich widok. Krok, śmiech, mlask, krok, krok, hahahaha, mlaskmlask – wracamy do domu po kolejnym podbijaniu świata, żeby zanurzyć się w netfliksach, konsolach i innych rozrywkach milenialsów – grupy, do której tak bardzo kiedyś nie chciałem przynależeć, a dzisiaj sam z Matyldą ją tworzę.

Nie sądziłem, że może to sprawiać taką frajdę.
Nie sądziłem, że może jeszcze być tak dobrze.
Może uda mi się tego nie spierdolić, nawet jeśli miałbym na końcu wyciągnąć zawleczkę – w imię zasad skurwysynu…

Photo by tertia van rensburg on Unsplash