…bo ktoś taki jak ty.

Czwartek, a może środa. Wielki dzień za chwilę, choć tak naprawdę, wcale nie twój. Mógłby być wasz, ale jest niczyj, nawet nie jest jej – kolejny piątek, który po prostu się wydarzy, chociaż napompowany do granic możliwości śląskim luftem balonik, twierdzi coś innego. To dupnie synek – z takim hukiem, że będą bić brawo i my to wiemy. Inaczej nie kiwnęlibyśmy palcem przy tym wszystkim.

Ten cały rozgardiasz, przypomina sytuację z dzieciństwa:
„No dobra, ja dzwonię do drzwi, ale ty mówisz.”

To jest ten moment, kiedy już nacisnąłeś i nie możesz po prostu uciec. Musisz stać obok swojego najlepszego ziomka i czekać na rozwój wydarzeń. Spierdolić się może wszystko, ale nie ruszysz się z miejsca – nie dlatego, że nie wypada, ale po prostu nie możesz. Nie pozwala na to zbyt wiele rzeczy. Więc tak – to jest ten moment – wdusiłeś dzwonek i czekasz, co się wydarzy. Czy ktoś otworzy? Jak zareaguje? Czy ponownie, niczym Eminem w „8 Mili”, zadławisz się w najważniejszym momencie? A może przełkniesz ślinę i po prostu zaczniesz mówić? Pizda, a nie skoczek. Nie zaczniesz, bo się wtedy jąkasz i seplenisz. Mówisz niewyraźnie fchuj.

Czwartek więc. Podświadomie czekasz na rozwój wydarzeń. Spoglądasz na dłoń, gdzie zawadiacko prezentują się ukłucia od zbyt długo trzymanej w ukryciu róży. To pierwsza. Czy ostatnia? Tego nie wie nikt. Jest czwartek, za późno na kontakt ze światem, idealnie wręcz na kontakt z własnymi myślami.

Za chwilę ponownie, postawisz kolejny kamień milowy. Za chwilę ponownie, zagrasz ważny mecz. I ponownie, nie będziesz miał takiej publiki, jakiej oczekiwałeś. A oczekiwałeś? Czy może podświadomie już wiedziałeś, co chcą przekazać, tak długo zwlekając z decyzją. Jeszcze się nie nauczyłeś? Naiwność boli najbardziej.

Adele drze ci się do ucha, żeby to jebać, bo w sumie i tak, kiedyś znajdziesz kogoś takiego jak ona, ale cóż z tego, skoro rodzice mówili, aby nie ufać puszystym osobom. Dobrze wiesz, że kłamie suka i nie znajdziesz, ale czy to w tym momencie ma jakiekolwiek znaczenie. Niech dośpiewa do końca, przynajmniej zagłusza myśli, a ty i tak będziesz wiedział, że chcesz tylko jej.

Czwartek. Proszę, niech już będzie poniedziałek. Będę wtedy o kilka dni starszy, a to idealny powód, żeby napić się zimnego piwa, usiąść na krawędzi dwudziestego trzeciego piętra i słuchać, jak Adele wbija się do głowy przez słuchawki.

Photo by rawpixel.com on Unsplash