…bo kiedyś podbijemy świat Pinky.

Chwilę po wejściu, nie umiem złapać już powietrza, a cały świat chce ze mną tańczyć. Nie miałbym nic przeciwko, ale daleko mi dzisiaj do nastroju z piosenki Eldo. Potrzebuję kilka minut, żeby dojść do siebie – cisza, tak to jest to czego potrzebuję. Dość pierdolenia, dość słuchania i wysłuchiwania, dość ludzi. Wstawiam wodę na kawę, zalewam myśląc, że kurwa przecież mógłbym zrobić to samo ze sobą i już mnie nie ma.

Zanim minie pół godziny od wejścia, stoję już na balkonie, pewnym chwytem trzymając szklaną kulę, która ni chuja nie przewidzi przyszłości, ale na pewno zmieni teraźniejszość. Powoli z moich ust wydobywają się kłęby dymu, minuta po minucie czuję, jak przestaje pulsować mi skroń od bólu i jestem w stanie normalnie funkcjonować. To znaczy byłbym, gdyby nie fakt, że jestem zjarany, tak ciut. Środkowy przycisk na padzie, konsola się włącza, a ja wbijam tyłek w fotel. Słuchawki na uszy, jeszcze kilka łyków wody, jeszcze kilka kliknięć i przenoszę się do wirtualnego świata, gdzie jeden po drugim będą padać jak kaczki na polowaniu. Kilka rund, trzeźwieję, wracam do życia – zerkam na zegar, prawie osiemnasta, a ja dopiero mogę zacząć żyć.

Niemal duszkiem wypijam zimną, gorzką i czarną jak katowicki smog kawę. Pora zacząć żyć, przecież dopiero jest osiemnasta. W takich momentach, pojawia się często pytanie, jak mam niby ułożyć sobie życie, skoro ja jeszcze nie ułożyłem życia sam ze sobą, a co dopiero z kimś u boku? Było kilka prób, ale jak się okazuje, bliżej im do Wieży Babel niż do Wieży Eiffla. To bardzo przyjemny zapach, bardzo odurzający i pociągający, ale koniec końców to tylko odbicie się od ściany. Mowa o układaniu puzzli, gdy nie wiadomo, jaka jest kategoria wiekowa, ile jest części i co najważniejsze, jak wygląda obrazek.

tu i teraz.

Zdarza mi się wprawdzie wiedzieć, jak wygląda ten obrazek w mojej głowie, a także jak wygląda obrazek, który mam przed oczami każdego poranka, ale czy to na pewno jest ten właściwy? Już kilka razy wydawało mi się, że tak, to jest kurwa to i potem co? No ręki bym nie miał, a szkoda, bo taka ładnie pomalowana. Niby starszy, niby mądrzejszy, niby taki wszystko wiedzący (a na łączenia płyt chodnikowych nadeptuje, ha!), a i tak nadal głupi. Inaczej się przecież nie da wytłumaczyć, że znowu się spalam, że znowu dociskam do samego spodu, nie zostawiając jej ani sobie miejsca na oddech.

Każdego wieczoru zadaję sobie to samo pytanie, czy powinienem żałować rzeczy, których nie zrobiłem. Pojawiają się myśli, jak daleko mógłbym teraz być, gdybym lepiej przetłumaczył książkę, gdybym strzelił więcej bramek, gdybym nie przeszedł operacji jako dzieciak czy gdybym poderwał dziewczynę, o której myślałem przez cały seans w kinie. Mógłbym być naprawdę daleko i to są fakty, bo czuję mocno niewykorzystany potencjał, ale z drugiej strony, trawa zawsze bardziej zielona tam gdzie nas nie ma, bo wybieraliśmy się jak sójka za morze. Czy jakoś tak. Można się zadręczać, można na siebie psioczyć i niepotrzebnie się wkurwiać, a można po prostu żyć po swojemu, czasami tylko wspominając i ucząc się na błędach – przy tym wszystkim, spalając się do końca. Spokojnie można to połączyć. Wiem, że nie mam już szans na większość rzeczy, które zaplanowałem sobie będąc dzieciakiem. Wiem, że nie mam już szans na to, żeby długo i zdrowo przeżyć swoje życie, ale z tego czasu, który mi pozostał, zamierzam wycisnąć maksimum. Świat czeka tylko na to, żeby go podbić i czuję, że mając ciebie Pinky u boku, mogę wszystko.

Tak, naprawdę można wszystko, bo przecież dopiero jest osiemnast(k)a.

Photo by Clem Onojeghuo on Unsplash