…bo ile razy słyszałeś, że jesteś gówno wart?

Pokolenie X, pokolenie Z, pokolenie Ikea, XYZ czy jeszcze inni millenialsi, zwani po prostu Y na osi świata – tak łatwo jest wpaść do szuflady nie wykonując nawet skinienia palcem – pojawiasz się na świecie i prosto z matczynego łona, lądujesz w jednej z teczek. To, jak i czym ją zapełnisz, zależy już wprawdzie tylko od ciebie, ale stronę tytułową i pierwsze kilka kartek, wypełniają za ciebie przodkowie oraz genetyka. Wraz z pierwszym okrzykiem, płaczem i uderzeniem światła, otrzymujesz imię, nazwisko, wyznanie, rozmiar penisa/piersi, kolor oczu oraz wszystko to, co w Simsach załatwiasz w jednym, ale jakże rozbudowanym generatorze postaci. Nie masz wpływu na to, jaki starter pack dostajesz i jak bardzo przejebany będziesz miał początek życia. Wiesz, tak naprawdę nie ma to większego znaczenia – historia tego świata pokazywała, że można zjebać nawet w sytuacji, gdy dostajesz wszystko na tacy, jak i osiągnąć maksimum, gdy zaraz po pojawieniu się na świecie, dostajesz z półobrotu od Chucka Norrisa.

Nazywam się …….. (wstaw sobie tutaj cokolwiek). Znasz mnie pod imieniem, nazwiskiem, pseudonimem, nickiem lub nie znasz wcale. Ty jesteś XYZ i gówno o mnie wiesz, chociaż tak naprawdę, wydaje ci się, że wiesz dużo. Nie jesteś gotowy ani gotowa na poznanie faktu z jakiego miejsca stukam w klawisze laptopa pisząc ten tekst, a kiedy po tych słowach, przejdziesz do dalszego przeglądania fejsa, dalej będziesz gówno wiedzieć. Będzie to jednak moje gówno – gówno, które właśnie pakuję do twojej głowy, formuję niczym ciastolinę Play-Doh i wmawiam, że to przepyszne ciasto. A musisz wiedzieć, że kucharz ze mnie przedni…

Ile razy usłyszałeś, że jesteś gówno wart?

Wpisywałeś kiedyś swoje imię i nazwisko w Google, żeby zobaczyć efekty? Na pewno tak. Zadowoliło cię to, co zobaczyłaś? Czy też może, nie zobaczyłeś nic? Albo jesteś taki nijaki, albo po prostu masz popularne imię i nazwisko. Jak bardzo chcesz być w tej pierwszej grupie? Ile razy usłyszałeś, że jesteś gówno wart? Może niekoniecznie użyto tych słów, może niekoniecznie powiedziano wprost, ale ile razy odczułeś, że nic nie znaczysz w oczach drugiej osoby?
Jesteś gówno wart, słyszysz kochanie? Gówno wart, nic nie wart, nic, jak zero. Spójrz tylko na siebie, czy tak prezentuje się KTOŚ? Pojebało cię chyba. Kochany. Gówno wart jesteś. Gówno. Gówno. Gówno. Bezwartościowe gówno. Głupi. Nie mów tak o nim! Mój drogi nie słuchaj tej szmaty, ona cię nie zna, ona nie wie jaki jesteś naprawdę. Słyszysz mnie?! Musisz w siebie uwierzyć, nie możesz jej słuchać. Jesteś wspaniały, jesteś cudowny. Gówno prawda, jesteś nikim. Dla nikogo nic nie znaczysz. Na chuj jeszcze żyjesz, po co ci takie życie? Przestań! Nie możesz tak do niego mówić. Najdroższy, jesteś niesamowity, wierzysz mi? Wierzysz mi, prawda? GÓWNO JESTEŚ WART, ŻADEN PAN NIESAMOWITY. GÓWNO! GÓWNO! GÓWNO! ZAMKNIJ SIĘ! Mój miły, nie słuchaj jej…
Odkładam długopis i sięgam po zestaw. Zaciągam się mocno, obserwując jak naczynie wypełnia się kłębami dymu, który zaraz znajdzie się w płucach, osnuwając mlekiem świat dookoła mnie. Otępienie, rozluźnienie oraz cisza w głowie. Niestety, wraz z tym wszystkim, przychodzi ucieczka myśli. Jedna po drugiej spierdalają niczym ludzie z tonącego statku. Po omacku staram się je wyłapywać, wpychać z powrotem do swojej głowy, upychać tam, gdzie powinny się znaleźć, ale to nie jest moja kategoria wagowa, niczym mierzenie się z McGregorem w oktagonie. Chwilowa, błoga cisza. Świat zaraz odzyska kolory. Co z tego, skoro nie odzyskam już tych myśli. Przepadły. Spierdoliły wraz z szeptem Ali i Oli – brawo kolego, kolejne pyrrusowe zwycięstwo dla ciebie. Może jednak miała rację? Może pora przestać się męczyć i z tym skończyć? Może faktycznie jestem gówno wart…? Właśnie tak kochany, jesteś nic niewartym, bezużytecznym tworem. Nie męcz się już dłużej, no NIE MĘCZ! ZRÓB TO!

Tak wyobrażam sobie przelane na papier walki w mojej głowie, które z mniejszą lub większą intensywnością toczą się w niej od kilku dobrych lat, chyba siedmiu, jeśli dobrze rozpoznaję pierwsze szepty Alicji oraz Aleksandry, mojego prywatnego teamu AA. Nie wiem, czy jest to dla ciebie zrozumiałe, czy powyższy zapis w jakikolwiek sposób oddaje to, jak trudno czasami o skupienie, ale to chyba jedyna możliwość.

Czy to choroba? Z pewnością.
Czy powinno się to leczyć? Z pewnością.
Czy to robię? Po swojemu, z lepszymi i gorszymi momentami, ale taktyka opracowana przez panią Di. kilka lat temu sprawdza się dość dobrze i co najważniejsze, omija wszystkie pigułki. Są momenty, kiedy potrzebne są nowe tatuaże w celu ukrycia chwil słabości lub prób zagłuszenia AA; są momenty kiedy ściana jest najlepszym przyjacielem, a słuchawki wsadzone w uszy niemal z nich nie wypadają przez cały dzień i są momenty, kiedy bujasz się na poręczy, bo Ala, pomimo swojego pojebania, ma sporo racji. Ola także, dlatego się bujasz, a nie robisz kroku w przód.

Właśnie dlatego, tak bardzo bawią mnie twoje słowa na temat mojej wartości. Słyszałem to tyle razy z „ust” mojej pani, że nie robią już na mnie większego wrażenia. Powiedz mi coś, czego nie wiem lub co mnie zaboli tak naprawdę – tylko nie mów, że użyjesz tego samego argumentu co każdy – jesteś nic nie wart, bo nie skończyłeś studiów. Chcesz posłuchać o mnie? Sięgnij więc po coś mocniejszego, pora na treść właściwą.

Jakie ukończyłeś studia?

Pytanie zadawane dużo razy w kierunku mojej osoby. Cholernie dużo razy, co najmniej o kilkadziesiąt za wiele. Najpierw z ust przyszłych/niedoszłych pracodawców, później przyszłych/niedoszłych teściów, znów pracodawców, znów teściów, kolegów, koleżanki, czy znajomych po fachu – prędzej czy później temat powracał. Reakcja ludzi w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach była taka sama – zdziwienie, konsternacja, czasami załamanie rąk, bo jak to tak można. Nic przyjemnego widzieć takie zachowanie u swojego rozmówcy, który słysząc odpowiedź, pakuje cię do odpowiedniej szufladki i bardzo prawdopodobne, iż łatki „nieudacznik vel nieuk vel debil vel zwykły robol”, nie pozbędziesz się w jego oczach już nigdy. Tak, nie ukończyłem żadnych i dopiero od niedawna, pozbyłem się z tego powodu poczucia winy oraz wstydu, chociaż jak zaraz się przekonasz, nie miałem ku temu żadnych powodów.

Kiedy rezygnowałem z uczęszczania na Filologię Polską, byłem lekko załamany. Odwieczne marzenie o robieniu tego, co kocham okazało się poza moim zasięgiem. O ile łatwiej byłoby dowiedzieć się o byciu skończonym debilem, który nie potrafi ukończyć licencjata – to nie niszczyłoby żadnego światopoglądu, tylko po prostu stwierdzało fakty. Kiedy jednak zdajesz sobie sprawę z bezsensu tego kierunku (co jest tematem na inny elaborat), jest po prostu chujowo – w tym momencie faktycznie czujesz się jak gówno. Jeśli nie leżałeś do tego momentu wywalony bebechem do góry, masz jakieś inne opcje – mniej spektakularne niż studia na Uniwersytecie, ale zawsze coś – dla mnie taką opcją było tłumaczenie książek. Propozycja pojawiła się około trzech miesięcy po zaprzestaniu studiowania, a wynikła z czystego przypadku (jak wszystko później 🙂 – coś tam tłumaczyłem, robiłem to chyba dobrze, trafiłem w target wydawnictwa i pyk, spełniłem swoje dziecięce marzenie w inny sposób – zaliczyłem kontakt z idolem, choć nietypowy, tłumacząc jego biografię. Później miałem okazję przekładać na język polski dwie kolejne książki, będąc przy okazji redaktorem jednego z największych w Europie magazynów piłkarskich, który na wyłączność robi wywiady z gwiazdami sportu na zlecenie firmy z takim kotkiem w logo.

Nie mówimy tutaj o żadnej chronologii, a o stadium przypadku w życiu człowieka. Co było dalej? Negocjowałem regularnie z fabryką w Tajlandii, tworzyłem takie cuda jak Spotted czy Plotkara, a także przez rok miałem własną (50/50) agencję reklamową. Przeprowadziłem od etapu pomysłu do postprodukcji kilkanaście sesji zdjęciowych, wykonałem kilkadziesiąt stron internetowych, a także założyłem jeden z największych portali o tematyce rowerowej w Polsce. Współpracowałem z Samsungiem, Western Union czy W. Krukiem, byłem menedżerem żeńskiej reprezentacji Polski w pewnym egzotycznym sporcie, a przez pewien okres także wiceprezesem Federacji tegoż. Miałem przyjemność odpowiadać za obsługę medialną dwóch edycji największego w Europie turnieju dla dzieci, wraz z grupą niesamowitych ludzi współtworzyłem (jako zastępca redaktora naczelnego) jeden z najlepszych fanowskich portali sportowych w tym kraju, a także maczałem palce (dość mocno) przy prowadzeniu 58 fanpage’y na Facebooku. Wymieniałem zajawkę zwaną pokazem mody z muzyką na żywo? Do tego trzy związki – dwa po blisko 40 miesięcy i jeden trwający od kilku, niemal skompletowany alfabet w międzyczasie oraz kilkadziesiąt podróży po Europie, które zostaną ze mną na zawsze. Pamiętasz nadal, że mówimy o ostatnich siedmiu latach kolesia, który dwa razy rzucał studia i robił się czerwony na pytanie: jaki kierunek ukończyłeś? No własnie. Jaki…?

Musisz odpowiedzieć sobie na jedno ważne pytanie

Tak, na to zadawane przez Laskę także, ale chodzi również o to, dla kogo to wszystko robisz. Wszystko w swoim życiu robimy dla kogoś, a ile tak naprawdę dla siebie? W podstawówce nie uciekałem się do nauczania indywidualnego zwalając to na poważną chorobę tylko dlatego, żeby nie zawieść rodziców i być najlepszym w całej szkole; w gimnazjum dzieliłem czas między książki, sport i filmy, totalnie olewając znajomych, żeby później wybrać się do elitarnego technikum, bo…”dzięki temu będziesz miał nie tylko maturę i zawód”. Zawód był, ale chyba nie o taki chodziło matuli. Byłem zawiedziony tym papierkiem trzymanym w ręce, gdyż nie pozwalał nawet na to, żeby podetrzeć sobie nim tyłek. Chujowa jakość, mogłoby zaboleć. Dlaczego w ogóle poszedłem na studia? Śląsk dziecino. Tutaj jeśli chodzisz z górniczej rodziny, czujesz presję i ciśnienie, aby „synuś” był kimś lepszym, aby można się nim było pochwalić, aby można było pękać z dumy – wyobrażacie sobie minę rodziców, gdy po 3 semestrach rzuciłem to w diabły? Ostatnio zrozumieli, że jednak miałem rację. A ty rozumiesz?

Ludzie zawsze zrozumieją. Poza tym, większość z nich jest w twoim życiu na chwilę, a ty musisz być sam(a) ze sobą i swoją głową cały czas. Musisz więc zrobić wszystko, żeby stojąc przy porannej toalecie, nie mieć odruchu wymiotnego. Dokładnie – mama, tata, przyjaciele, ukochane osoby – wszyscy prędzej czy później odchodzą, albo za sprawą własnego wyboru, albo za sprawą pani z kosą – efekt jest taki, że zostajemy sami ze sobą i z tym całym gównem. Dlatego nie ma znaczenia, jakie (i czy w ogóle) studia skończyłeś, co udało ci się osiągnąć po drodze i jak drogim samochodem jeździsz – liczy się tylko to, jak dobrze czujesz się stojąc po kostki we własnym gównie, sam ze sobą. Do tego zapachu, prędzej czy później można się przyzwyczaić i być zadowolonym z odbicia w lustrze. Ludzie mogą mówić o tobie wszystko, ale czy to kurwa ma jakiekolwiek znaczenie? Twój krytyk może zostać jutro potrącony przez samochód i komu pokażesz dyplom? Nawet nim tyłka nie podetrzesz, bo… No właśnie. Nie zrozum mnie (oraz Ali i Oli) źle – to wszystko ma sens – edukacja, studia, wymarzona praca w zawodzie, ale tylko pod warunkiem, że czerpiesz z tego radość.

Pytanie o studia pojawiło się także niedawno, wręcz wytrącając mnie z równowagi. Jeszcze pół roku wcześniej wydawało mi się, że mam poukładane życie i ten stan potrwa jeszcze przynajmniej chwilę. Miałem wszystko, a na pewno wiele. Ups. Jednak nie do końca. Czy byłem tym faktem załamany? Początkowo tak, dostałem z liścia dość mocno, ale wiesz co? Ponownie świat skopał mi tyłek, teoretycznie zostawiając mnie z niczym i pytaniem, które świdrowało w głowie. Okazało się, że mam siebie i swoje doświadczenie, a od nowa można zacząć zawsze.

Nie każdy film ma happy end. Nie każdy jest komedią romantyczną. Tak samo jak twoje życie i podobnie jak w przypadku filmu, masz możliwość wyboru, co zobaczysz w kinie, tak tutaj możesz rozegrać scenariusz inny niż gówniany dramat, będący polską komedią powstałą po roku 2001.

Skoro chłopak ze Śląska, dobijający już obecnie do trzydziestki, wyszarpał od życia tyle i pozostał przy zdrowych (prawie) zmysłach, dlaczego tobie miałoby się nie udać? Przestań wierzyć ludziom, że jesteś gówno wart i udowodnij samemu sobie, jaka jest twoja prawdziwa wartość. A reszta? Cała reszta jest właśnie gówno warta.

Photo by Jacky Chiu on Unsplash