…bo gówno wiesz.

Jeden z wykładów, jeden z ciekawszych wykładów tego dnia. Profesor jak zwykle, co tutaj nie jest normą, mówi ciekawie. Studenci słuchają z przejęciem, można nawet powiedzieć, iż widać, jak wchłaniają każde słowo prowadzącego. Są jakby w transie. Osiągają właśnie wyższy stopień wtajemniczenia, psychologicznego wtajemniczenia.

Dla tych wszystkich łebków, którzy jeszcze nie tak dawno zakuwali do matury z historii i wosu, zderzenie się ze światem psychologii nie mogło być brutalniejsze. Są przerażeni, ale zafascynowani. Są zasłuchani, choć rozdygotani. Profesor daje swój słynny popis. Starsi słuchacze znają go doskonale, swoje show daje każdego roku, każdemu rocznikowi, każdej parze uszu. Nawet tej, która przyszła się tutaj wyłączyć, nawet temu, który przyszedł się tutaj wyspać.

Zapoznaje on młodzieniaszków z jedną z podstawowych cech pierwotnych, czymś, co swój początek, swoje źródło ma w instynkcie przetrwania. Zapoznaje ich ze strachem, na swój sposób. Nie pokazuje im filmów, nie tłucze do głowy terminów, które i tak za chwilę z młodzieńczych łepetyn wyparują. Opowiada, po prostu opowiada. A że jego młodość przypadała na nieciekawe czasy, ma o czym. Dlatego właśnie słuchają z takim przejęciem. To dla nich nowość, kiedy strach oznacza coś innego niż obawę przed niezdaną maturą.

Wykład powoli dobiega końcowi, napięcie powoli sięga sufitu, a powietrze można ciąć nożem. Albo maczetą. Jest gęste, jest ciężkie. Kiedy wydaje się, iż opowieść zmierza ku końcowi, wśród ciszy w górę wędruje jedna dłoń. Zgłasza się, chociaż tylko głupi miałby odwagę przerwać taki wykład.

Profesor przerywa na chwilę, widać po nim zdziwienie. Przerabiał to już setki razy, ale do tej pory nikt nie odważył się mu przerwać przed zakończeniem mowy. Wybity z rytmu rzuca w aulę: „Tak młoda damo?”

Dziewczę się boi, widać, że paraliżuje ją wzrok kilkudziesięciu par oczu skierowanych wprost na nią. Boi się, ale to nie jest ten strach, któremu ona się poddaje. „Z całym szacunkiem panie profesorze, ale gówno pan wie.”

Zanim ktokolwiek zdąży coś powiedzieć, zareagować czy nawet zbulwersować się w myślach na słowa dziewczyny, ona kontynuuje.

Agnieszka.

„Mam 21 lat. Na imię Agnieszka. Jestem prawie trzy razy młodsza od pana, panie profesorze, ale niestety wiem więcej. Bo czy wie pan, a może inaczej, czy wiecie, czym jest strach? Gówno wiecie.

Czy wiecie, jakie to uczucie robić pod siebie, nieświadomie oczywiście. Z pieprzonego strachu? Czy wiecie, jakie to uczucie zaciskać ręce tak mocno, iż powrotny dopływ krwi do zbielałych palców trwa kilka chwil? Nie wiecie prawda? To ja wam powiem. Straszne.

Kiedy jest 22.10, a wy wyczekujecie na powrót ojca, który o równej skończył swoją zmianę. Modlicie się, już nie do boga, bo jego nie ma, ale do kogokolwiek, kto zechce wysłuchać. Prosicie, aby dzisiaj, ten jeden raz w roku nie wrócił do domu pijany. Aby nie uderzył matki, aby nie próbował brać jej od tyłu na oczach swoich dzieci. Na naszych oczach. Aby nie rzucał czym popadnie na wszystkie kierunki… Dlatego nie mam w swoim mieszkaniu szklanych rzeczy, tak łatwo się tłuką… Aby nie chciał dobierać się do córki, która pierwsze kobiece kształty ukrywa pod obszerną bluzą. Aby sobie nie przypomniał, jak wdarł się kiedyś do łazienki i zobaczył, że jego Agusia to już kobieta. Aby tylko sobie kurwa nie przypomniał.”

Na policzkach pojawiają się pierwsze łzy.

„Ale modlitwy nic nie dają, nikt ich nie słucha. A może i słucha, tylko ma głęboko w dupie los tej rodziny. Nie wiem. Wiem, jak to jest się bać. Własnego ojca. Własnego ciała, które może zostać za chwilę wykorzystane przeciwko mnie samej. Wiem, jak to jest wyjechać z domu. Jak najdalej, zostawiając matkę z tym potworem. Wiem, jak to jest się zakochać i nadal się bać. Wiem, jak to jest żyć w niepewności.

Wiem, jak to jest mieć dziecko, owoc miłości. Małe takie, kruszynkę, roczną zaledwie. Owoc prawdziwej miłości, chociaż przypadkowy. Wiem, jak to jest czekać na męża, który obiecał zmianę. Który przysiągł, że jeśli piwko to tylko jedno. Że jeśli się napić, to kulturalnie w domu. Że jeśli się kochać, to bez przemocy. Wiem, jak to jest czekać w łóżku i chwilę po przekręceniu zamku w drzwiach, poczuć zapach wódki. Za dużo wódki…

Ale przepraszam, pan coś mówił o strachu panie profesorze.”

Odwraca się na pięcie i wybiega z auli. Nasza nowa koleżanka. Teraz już była koleżanka.

Photo by Geetanjal Khanna on Unsplash