…bo czasami nie staje.

Sobota. Spotkanie z cholernie dobrą znajomą. Kilka piw, trochę więcej piw i opowieści. O imigrantach, o jej studiach, o tym wyjeździe, o życiu no i facetach. Jej facetach.

Słowem wstępu, ona nie ma szczęścia. Jak ktoś jest dobry, okazuje się potem chujem. Tak bywał często, ale ostatnio się zmieniło. Pojawił się słodki Kubuś. Pan, który jest naprawdę blisko zdobycia jej serca.

– I jak tam z tym Kubą?
– Nijak. Nie gadam już z nim.
– Jak to, nie jesteście już razem? Wy w ogóle zaczęliście być, czy tylko słodkie pisanie wiadomości odchodziło?

– Nie no, zaczynaliśmy być. Nawet w łóżku razem wylądowaliśmy, ale się zjebało.
– Aż taki był chujowy? No moja droga, szybko skreślasz facetów.
– Ale to nie ja go skreśliłam.
– Dobra, teraz to kurwa nie ogarniam. Kubuś uniósł się honorem i stwierdził, że „sorry bejbe, ale nie dałem rady. Poszukaj sobie kogoś lepszego. Powodzenia!”? Czy ki chuj?
– Nie to nie tak.
– No to nie wiem. Zjebał coś wcześniej, za mało cię nagrzał? Gumek zapomniał kupić, czy może wybuchnęłaś śmiechem na widok jego „sprzętu”? A może ogolić się zapomniałaś?
– Bardzo kurwa śmieszne…
– Czyli zapomniałaś się ogolić?! Kurwa serio? To nie Kraków, tutaj się maczety nie nosi przy pasku. Taki busz, a on maczety biedaczek nie miał…!
– Przestań! Jesteś obleśny! To nie tak było. Wydepilowana byłam, nawet ładną bieliznę przewidująco założyłam.
– To co się stało, że się zjebało?

I tutaj zaczyna się love story. Przejdźmy więc na narrację pierwszoosobową.

„Widzisz stary, wszystko było ładnie i zgrabnie ogarnięte. Umówiliśmy się na wieczór, w sumie to już była nasza x randka, kilka miesięcy to trwało, więc chciałam przyspieszyć. Wiesz, skonsumować to chociaż trochę, kobietą jestem, potrzeby swoje mam. Poszliśmy więc do klubu, potańczyliśmy chwilę, wypiliśmy kilka piw i uderzyliśmy do mnie do domu. Tam, pełen romantyzm – pomógł mi zrobić kolację, odpaliliśmy świeczki, otworzyliśmy winko i puściliśmy dobrą muzykę. Jeszcze chwilę przegadaliśmy i zaczęliśmy się miziać.

Tak delikatnie. Nie było to jakieś mistrzostwo świata, ale ja rozumiem, stres i alkohol, ogólnie starał się, ale dupy nie urywało. No to zaczęłam go kierować. Połóż rękę tutaj, ściśnij tu, poliż tu. Pojętny uczeń, szybko łapał. Kilka chwil i byłam w samej bieliźnie. On w samych majtkach. Dłuższy okres bez faceta zrobił swoje, alkohol także dorzucił kilka groszy, bo było mi gorąco. Nawet już nie chciałam tego romantyzmu. Mógł robić co chciał, zedrzeć bieliznę i wziąć jak swoją, za włosy złapać, pociągnąć, przydusić. Mógł też romantycznie. No kurwa, wszystko mógł, modliłam się, niech już zacznie.

A on powoli, skupiony strasznie. W końcu mu się udało. Przeszedł dalej, leżę bez majtek. Napalona tak, że jak się zaraz do mnie nie dobierze to zrobię to sobie sama. Albo się rzucę na niego i go zgwałcę. A on na mnie patrzy tymi swoimi niebieskimi oczkami i nic. Ani drgnie. Dżizas kurwa ja pierdolę. Nie jestem modelką, ale stary, leży przed nim naga kobieta, a on nic, tylko patrzy. Całować przestał. I tylko patrzy. Okej, pora przejąć zabawę.

Podnoszę się i sięgam ręką do jego majtek. Coś tutaj nie gra. Mało tego. Zdecydowanie za mało jak na alkohol, porę i czynności wykonywane.”

– Czyli co, nie stanął mu po prostu?
– No tak. Po pół godziny gry wstępnej, u niego ani drgnęło. Chociaż dziwne, bo spocony taki jakiś był, myślałam, że napalony tak samo jak ja.
– Ale to co, za dużo alko? Może trzeba było mu, ekhm pomóc jakoś? Usta usta i te sprawy?
– No właśnie! Słuchaj dalej.

„Myślę sobie, dobra, pomogę mu trochę. Zdarza się i tak. Znów sięgam do majtek, a on jak nie wypali z pokoju do łazienki! Świeczkę po drodze zdmuchnął. Wbił się do łazienki i słyszę jak stęka.”

– Oho, czyżby pan „za wcześnie”?
– Tak myślałam. Albo że sobie dobrze robi, bo dość dziwne odgłosy dochodziły.
– I co dalej?
– No nic, leżę i czekam. Wychodzi po chwili, zbiera swoje rzeczy i wychodzi. Tak bez słowa.
– Jak to bez słowa. Ty naga, on robi sobie dobrze w kiblu i wychodzi? Co za pajac.
– Czekaj. Zanim się ubrałam i wybiegłam, po nim już śladu nie było. Okej, idę się ogarnąć do łazienki. Jeeeeb! Smród zgnilizny straight into my face. No stary, jakbyś pokrywę od szamba otworzył!
– Czekaj, czekaj. Czy ja dobrze myślę?
– Tak kurwa, sraczki dostał!

Niekontrolowany wybuch śmiechu, który trwa dość chwilę. Zerkam na nią i wiem, że nie powinienem.

– Dzięki, właśnie na to liczyłam. Takie wsparcie. Przyjaciel kuźwa. W skali od 0 do 10, minus 3. Tak na zachętę. A Kubuś, cóż, po dwóch dniach bez kontaktu, napisał mi, że przeprasza, ale to problemy gastryczne.
– O kobieto, słyszałem już dziwne przypadki, kiedy nie stawał, ale to jest numero uno. Mount Everest męskiej porażki. Jednak wiesz, w sumie to chyba dobrze, że nie dał rady.
– Jak to dobrze? Znów zostałam sama ze swoimi potrzebami.
– Tak, ale właśnie sobie wyobraziłem, co by było, gdyby mu wtedy stanął i….
– Kurwa, jesteś obleśny.
– Przypominam, kto mi to opowiedział. Wiesz, że nie masz teraz życia? Że masz P-R-Z-E-S-R-A-N-E?
– Dżizas, jesteś trup. Taki przyjaciel dobry, a już trup.
– Przepraszam, nie będę już o tym mówił. A w poniedziałek będę miał dla ciebie niespodziankę w ramach zadośćuczynienia.
– No…! Grzeczny chłopczyk.

– Czyli to dlatego nie jesteście razem?
– No dlatego! Potrzebuję faceta, a nie kogoś, kto idzie do łóżka mając takie problemy. Dżizas, teraz sama myślę o tym, co by mogło być dalej… Fuuuuuj! Zjebałeś mi życie.

Wiem, jestem trup, ale takie sytuacje naprawdę zdarzają się rzadko
A co do faceta, jeśli to czytasz, jedna rada – oprócz kontrolnej zabawy przed wyjściem na randkę, aby nie być panem „za wcześnie”, kontrolnie wpakuj sobie czopek, żeby nie zasrać zjebać sprawy.

Photo by Ben White on Unsplash